Funia jest w lecznicy. Nagle dostała 40 stopni gorączki, a ataki mocno się nasiliły, najdłuższy trwał prawie dwie godziny z krótka przerwa normalności. Nie czekaliśmy, od razu tel. Do dr Kalisza i transport do lecznicy. W trakcie ataku Funia zaczyna chodzić jak automat, nie reaguje na żadne bodźce, załatwia się pod siebie zostawiając za sobą ślad. Kupa i siusiu na całej trasie marszu. W jedna i druga stronę, w jedną i drugą i tak kilkadziesiąt razy. Wzięta na ręce natychmiast sztywnieje, zaczyna wyrywać, sika pod siebie. Jest jak w transie. Na filmiku widać poczatek ataku (kliknij). Po luminalu bez efektów. Właśnie dostała relanium dożylnie, próbują ja wyrwać z tego stanu padaczkowego. Pobudza ja najmniejszy bodziec. Hałas, dźwięk telefonu, szczekniecie psa, ruch.. Jesteśmy w tym momencie bezsilni, bezsilni i załamani. Ona nie może się poddać, nie tak, nie teraz…